DZIEŃ BEZ MEDIÓW SPOŁECZNOŚCIOWYCH


Ostatnio z własnych doświadczeń, obserwacji, na przykładzie seriali i filmów dostrzegłam największą wadę współczesnych ludzi. Ojj tak, wszyscy może się do tego nie przyznają, niektórzy wiedzą, jednak nic sobie z tym nie robią (często jestem w tej grupie)- media społecznościowe. Potrzeba pokazania wszystkim dookoła jak świetnie się bawimy, gdzie jesteśmy, co jemy, z kimś spędzamy czas, czy co nowego sobie kupiliśmy.

Co śmieszniejsze, właśnie w tym momencie pisząc ten post, zrobiłam sobie przerwę, aby udostępnić na Facebooku nutę, której teraz słucham... I poczułam, że totalnie nie mam już nad tym kontroli, wychodzi to odruchowo. Odruchowo, kiedy dzieje się coś ciekawego wyciągam Snapchata, aby pokazać wszystkim co widzę, kiedy podają mi ładnie jedzenie, wyciągam telefon, aby zrobić fotę na Instagrama, a kiedy mam jakieś "deep thinking" wchodzę i to Tweetuję. Jakby się tak zastanowić, nie mamy już nawet swojej prywatnej przestrzeni, bo nawet moją sypialnię można znaleźć na Instagramie i codziennie na Snapchacie. Nawet jeżeli chciałabym się ukryć przed całym światem, moi "Nearby Friends" na Facebboku będą wiedzieć, gdzie jestem. Totalny brak prywatności. Bez problemu można to nazwać dekadentyzmem XXI wieku.



Wyobraźcie sobie dni bez codziennego budzenia się i sprawdzania nowych snapów, zamiast tego miły poranek z książką i kawą na balkonie, tarasie czy parapecie lub prawdziwe spotkanie w pobliskiej kawiarni na śniadanie, kiedy wszyscy naprawdę się widzimy.
Wyobraźcie sobie popołudnie, kiedy zamiast nagrywać śmieszne snapy sprzed bloku, wybierzecie się ze znajomymi na jakąś ciekawą wycieczkę.
Ewentualnie przypomnijcie sobie jak na ostatniej imprezie byliście tak pijani, że dodawaliście zdjęcia schlanej mordy na Instagrama, a budząc się rano nie mieliście nigdy wcześniej większego kaca moralnego. Chyba, że mam przypomnieć, jak się pokłóciłaś z przyjaciółką, bo ktoś Cię nagrał, jak śmiałaś się z jej ex. Nie chcę nawet wyliczać ilu spin bym uniknęła, gdyby nie media społecznościowe.

Jednak nie myślcie, że uważam media społecznościowe za największe zło na świecie. Wyszłabym wtedy na największą hipokrytkę, jaką świat widział. Dzięki mediom społecznościowym mogę zobaczyć jak normalnie żyje moja ulubiona piosenkarka lub aktorka. Ludzie mają potrzebę dowiadywania się o czyimś życiu jak najwięcej- ludzka ciekawość. Jednak przez to wytwarza się potrzeba pokazywania wszystkim swojego życia.

Jakbym miała spojrzeć na swojego instagrama, stwierdziłabym, że jestem uśmiechniętą dziewczyną, którą każdy lubi, ma dużo przyjaciół, dużo pieniędzy, śmieszną, która nie ma za dużo w głowie. W zasadzie do idealnego życia tylko krok. Pewnie nie wie co to kompleksy, patrzy tylko przez różowe okulary i jest ogromnie pewna siebie. Jednak dla mnie to jedno wielkie kłamstwo.

Moje życie nie jest idealne, na wszystko pracuję sama, największą zabawą jest dla mnie nauka i moje zainteresowania, cieszę się z małych osiągnięć, nie mam swojej najlepszej przyjaciółki, a grono znajomych z którymi się widuję jest naprawdę nieliczne. Jestem pewna siebie, kiedy wiem, że mogę sobie na to pozwolić. Jestem taka jak każdy, od nikogo lepsza, od nikogo gorsza.

Ludzie zaczęli się kierować liczbą followersów na instagramie, jakby był to wyznacznik fajności. Zmienił się diametralnie system wartości, w tym świecie jeżeli nie masz określonej ilości lajków pod profilowym to odpadasz z gry, a największa beka jest, kiedy nie masz chociażby setki. Nie chcę wiedzieć ile bym zmarnowała wspaniałych przyjaźni, jeżeli patrzyłabym przez pryzmat portali społecznościowych. Chociaż sama pamiętam, kiedy za czasów aska chciałam aby mój przyszły chłopak miał fajnego instagrama (ale to kiedy byłam jeszcze młoda i głupia), popełniłabym chyba największy błąd swojego życia.



Zastanawialiście się kiedyś ile marnujecie dnia? Budzicie się rano, sprawdzacie Snapchata, Instagrama, Facebooka, Twittera, Youtube, Messengera i Tumblra, czasem jeszcze zajrzycie na Tindera i w inne aplikacje. Mija godzina, wstajecie, ktoś wysłał snapa, więc sami odeślecie, przy śniadaniu zamiast obejrzeć wiadomości, lub porozmawiać z mamą, obejrzycie jakiś filmik na Youtubie, w szkole nudno, więc przejrzycie Facebooka, po lekcjach Instagram i jakieś parę godzin przewijania Snapów. Nie chcę wiedzieć jak dobre oceny bym miała, gdyby nie media społecznościowe. Potrafię spędzać przed spaniem 5 godzin na robieniu tak naprawdę NICZEGO. Dobija mnie to już za bardzo.

Oczywiście są też profity jeżeli uda nam się trochę wybić, bo kto nie lubi pieniędzy. Taaak, pieniądz rządzi światem i wszyscy jesteśmy tego totalnie świadomi. Jednak trzeba sobie uświadomić, że w pewnym momencie to wszystko się skończy, zacznie się era czegoś zupełnie nowego i nie będzie już tak kolorowo. Zawsze trzeba mieć swój plan awaryjny, trzeba się kształcić, bo kiedy w końcu wyjdziemy z gry, możemy zostać z niczym. Nigdy nie myślałam, że blog będzie  moim sposobem na życie, kształcę się nie tylko ogólnie, ale też w zawodzie, planuję studia i planuję się rozwijać. Nie jestem pewna, czy za rok, za dwa, blogi nadal będą na topie, czy instagrama nie zastąpi inna aplikacja, może ludzie stwierdzą, że jest to dla nich zbędne. W pewnym momencie sama będę musiała zrezygnować z mojej działalności, dla swojego dobra, dla dobra mojej rodziny.

Jakiś czas temu stwierdziłam, że może to moja ostatnia szansa, aby w końcu się od tego wszystkiego odciąć. Książki same się nie przeczytają, dobre oceny w dzienniku same się nie wstawią, filmy same się nie obejrzą i życie samo się nie przeżyje, a wspomnienia z dupy się nie stworzą. Czas zacząć szanować czas. Wyłączyłam powiadomienia, snapy, komentarze czy polubienia nie wyświetlają mi się na ekranie i może brzmi to śmiesznie, ale dzięki temu moje korzystanie ze społeczności spadło o 50%. Poświęcam więcej czasu na moich znajomych, na chwile, które razem spędzamy. Muszę się naprawdę nudzić, aby wejść w folder "Społeczności". Staram się więcej czasu poświęcać ludziom, którym kocham, książkom, rodzinie.

Media społecznościowe są dobre, jednak tylko wtedy, kiedy znamy granice, wiemy co możemy umieszczać, ile czasu możemy na nie poświęcić. Wyłączcie na jeden dzień powiadomienia, zobaczcie ile czasu możecie zyskać i ile czasu zawsze traciliście.

Powodzenia,

xoxo

Ola

You Might Also Like

9 komentarze

  1. Mamy podobne poglądy na ten temat. Próbuję to ograniczyć ale to straszne uzależnienie. XD

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam gdy piszesz takie długie posty <3
    MÓJ BLOG - KLIK

    OdpowiedzUsuń
  3. Też czasem mnie przeraża to ile czasu marnuje bezczynnie.

    22-ffashion.blogspot.com - klik :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytam twojego posta po dwóch dniach odpoczynku od telefonu i portali społecznościowych i jestem z tego bardzo zadowolona, bo weekend spędziłam na rowerze, aktywnie, bez miliona snapów z wycieczki rowerowej i spaceru w lesie. I mimo tego, że mam masę nieprzeczytanych wiadomości i rzeczy do sprawdzenia, to cieszę się ze swoich decyzji.
    Pozdrawiam :)

    http://oddychajaca-ksiazkami.blogspot.com/2017/04/8-inspiracje.html

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja nigdy nie mam włączonego Internetu na stałe - i to pomaga ograniczyć korzystanie. Chociaż i tak próbuję jeszcze przestać sięgać zbyt często po telefon. Fajnie to napisałaś i racja - jest dobrze, jeśli znamy granice ;)
    Mój blog :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zgadzam się z Tobą w 100%. Mimo, że mam dopiero 16 lat mam wrażenie jakbym połowę swojego życia spędziła w internecie. Jestem uzależniona i się do tego przyznaje, bardzo chciałabym to zmienić lecz to jest czasem silniejsze. Media społecznościowe w dzisiejszych czasach to nieodłączny element naszego życia. Może się kiedyś obudzimy, ale czy nie będzie już za późno?

    Pozdrawiam serdecznie, buziaki
    nicolenicky01.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Heeej :D
    Zaznaczam,ze czytam Ciebie,jednak komentarz pisze dopiero po raz drugi. Bardzo lubię twoją działalność i podoba mi sie to co przekazujesz. Uważam, ze masz w 100% racje na temat tego posta i mam nadzieję ze w koncu uda mi sie wprowadzic w zycie większą produktywność, lepsze chwile - co wiąże sie oczywiście z ograniczeniem siedzenia na telefonie. Dzieki temu mam nadzieje ze uda mi sie osiągnąć to na co w koncu bede miala czas: rozpoczęłam nauke hiszpańskiego, wiecej poświęcam czasu nauce szkolnej, czytaniu książek, graniu na instrumentach. Jednak czuje ze to ciagle za malo. Uzależnienie sprawdzenia co sie dzieje jest silne, ale staram sie i mogę powiedzieć ze z dnia na dzien coraz lepiej mi wychodzi :D wiem ze stac mnie na więcej :D
    Chciałbym się tez zapytac jakie przedmioty zdajesz na maturze i dlaczego akurat te?
    Zycze powodzenia i miłego dnia!💞
    ~ Karolina Wiśniewska

    OdpowiedzUsuń
  8. Też jestem z tych którzy zaczęli to zauważać to straszne ale prawdziwe, to już takie u zależenie. Kiedyś trzeba było się spotkać i obgadać kto, gdzie z kim, dlaczego, co i jak. A teraz włącza sie snapa, insta, fb i wszystko wiadomo.
    -Mój blog-

    OdpowiedzUsuń